Pairing: Uruha (the GazettE) x Karyu (ex. D'esparisRay, Angelo)
Gatunek: Komedia, cross
Ostrzeżenia: Ostre libacje alkoholowe (xD)
Uruha - Kai
Karyu - Faust
P.S. Niektóre rzeczy musiałyśmy pozmieniać na rzecz ficka, więc się nie zdziwcie.
*Karyu*
To był jeden z wieczorów, które Karyu zdecydowanie wolał spędzić w domu, oglądając jakiś denny film w towarzystwie butelki wina. Ale rzecz jasna, jako że nic nigdy nie idzie po jego myśli, musiał jechać na denne spotkanie gitarzystów, na którym zapewne jak zwykle wszyscy się schleją (włącznie z nim), zrobią sobie wspólne zdjęcie i ci, którym starczy sił, pojadą do domu. Co się działo z resztą, mężczyzna nie wiedział, ponieważ zawsze wolał wrócić do siebie, niż być skazanym na obecność drażniących go muzyków, wykrzykujących w jego stronę jakieś pijackie zapewnienia miłości.
Nagle w całym mieszkaniu rozległ się dźwięk dzwoniącego telefonu. Karyu jęknął, zastanawiając się, do go podkusiło do ustawienia sobie 'Facism' jako dzwonek, i odebrał, tym samym kładąc kres wrzaskom Hizumiego.
- KARYU, KIEDY BĘDZIESZ?
Gitarzysta odruchowo odsunął telefon od ucha, przy okazji patrząc na wyświetlacz. No tak, Miyavi. Raczej nikt inny nie witał się w ten sposób, od razu przechodząc do konkretów, krzycząc przy tym tak, jakby go obdzierali ze skóry.
- Właśnie wychodzę - mruknął, co w gruncie rzeczy było prawdą; chwilę przedtem wiązał buty - Wy już jesteście na miejscu? - zapytał zdziwiony, odnotowując, że spotkanie zaczynało się dopiero za jakieś pół godziny.
- NA RAZIE JESTEM TYLKO JA I MIA Z MEJIBRAY, ALE ZARAZ MA SIĘ POJAWIĆ WIĘCEJ! - odparł jego rozmówca, po czym mruknął coś do swojego towarzysza niedoli (bądź co bądź, była zimna i prawie zero stopni, a bar otwierali dopiero za dziesięć minut) - CZEKAMY NA CIEBIE, KARYU! - krzyknął jeszcze po chwili, jakby przypominając sobie, że się nie rozłączył, i urwał połączenie, najwyraźniej wdając się z blondynem w arcyciekawą dyskusję.
Karyu zaś, przeczuwając, że z tego spotkania nie wyniknie nic dobrego, wziął gitarę, do kieszeni wcisnął telefon i paczkę papierosów, po czym wyszedł z mieszkania, już po sekundzie pragnąc do niego jak najszybciej wrócić.
*Uruha*
Ponad wszystko na świecie Uruha najbardziej nienawidził szykowania się do wyjścia. Było to coś, co zaczasami potrafiło zepsuć mu cały wieczór, zanim w ogóle się rozpoczął.
Aoi doskonale o tym wiedział, dlatego też przybył do jego mieszkania na godzinę przed zamówioną taksówką, przekonany, że pozbawiony wsparcia z jego strony Uruha z pewnością postanowi zostać w domu, zniechęcony czwartą próbą ułożenia włosów.
- GDZIE JEST MOJA PIEPRZONA KREDKA?! - powitał go od progu wrzask blondyna. Skrzywił się i ostentacyjnie podłubał sobie w uchu.
- Gdzie jest mój pieprzony laryngolog? - burknął, rozpinając pokrowiec gitary, którą niósł na plecach i wyciągając w stronę Uruhy małą kosmetyczkę. - Przestań panikować.
Odpowiedziało mu pełne frustracji prychnięcie. Aoi poszedł do kuchni i zajął się przetrząsaniem zawartości lodówki, kiedy kolejny krzyk przetoczył się po mieszkaniu.
- GDZIE. SĄ. MOJE. BUTY?
- W przedpokoju - zawołał spokojnie, sprawdzając uważnie datę przydatności serowych kuleczek.
- W PRZEDPOKOJU NIE MA!- rozsierdzony Uruha wpadł do kuchni akurat wtedy, kiedy Aoi napychał sobie usta kulistym przysmakiem.
- Ąd am jejeh sie huajesz łje heszy - wymamrotał z pełną buzią, nieskutecznie próbując przełknąć jedzenie. Gdy w końcu mu się to udało, wziął głęboki wdech i powtórzył zdanie, tym razem zrozumiale. - Skąd mam wiedzieć, gdzie kładziesz swoje rzeczy?
Uruha zmarszczył brwi i usiadł na krześle z takim impetem, że aż zadygotało.
- Nie mogę iść - warknął, krzyżując ramiona. Aoi westchnął. Za każdym razem ta sama śpiewka...
- Masz jakieś milion par butów - powiedział, masując skronie.
- Ale ja potrzebuję konkretnie t y c h - nadął się i jego brwi zaczęły sprawiać wrażenie, jakby zaraz miały zlać się w jedną.
Aoi niechętnie oderwał się od lodówki i ruszył na poszukiwanie butów. Za sprawą "magicznej mocy", jak to ujął Uruha, nagle znalazły się buty, jak również stroik, kredka, dwie wsuwki, a także zaświadczenie ukończenia podstawówki, z dołączonym zdjęciem, które sprawiło, że aż do wyjścia Aoi nie mógł powstrzymać śmiechu.
Gdy w końcu udało im się opuścić mieszkanie, nastrój Uruhy znacznie się poprawił i przez całą drogę na miejsce spotkania przyjaciele prowadzili wesołą pogawędkę. Wyszli z taksówki, zapłacili i kiedy byli tuż przed wejściem do budynku, Uruha zatrzymał się i spojrzał żałośnie na towarzysza.
- Jestem kretynem - oznajmił, opuszczając ramiona.
- Co tym razem?
- Zapomniałem gitary.
Aoi zamrugał, zaskoczony nagłym wyznaniem, po czym zerknął na nieobarczone instrumentem plecy blondyna i parsknął śmiechem. Ocierając z oczu łzy i pokrzepiająco klepiąc Uruhę po ramieniu, wprowadził go do środka.
*Karyu*
Piętnaście minut później wychodził z taksówki, witany zdziwionymi (...?) okrzykami Miyaviego. Zmrużył oczy, oślepiony światłem słonecznym odbijającym się od wszechobecnego śniegu i spojrzał na gitarzystę, zastanawiając się, czy przypadkiem nie przyjechał w nieodpowiednim momencie...
- Karyu, po co przyjechałeś tak wcześnie? - zapytał jego kolorowy przyjaciel, jak zwykle skacząc wokół niego, robiąc dużo zamieszania.
- Cóż... Być może dlatego, że zadzwoniłeś, głąbie? - mruknął z przekąsem i uderzył go lekko w głowę, co spotkało się z jękiem dezaprobaty - A tak serio... Postanowiłem chociaż raz się nie spóźnić - wzruszył ramionami, po czym razem z mężczyzną wszedł do baru, który został wynajęty tylko dla nich na ten wieczór, jak zwykle zresztą.
- Dużo osób już jest? - zapytał, lawirując między korytarzami. Spojrzał kątem oka na Miyaviego, który energicznie pokiwał głową.
- Z piętnaście na pewno! Przed tobą pojawił się Aoi i Uruha z Gazette - obwieścił, po czym zachichotał - Uruha zapomniał gitary - powiedział przyciszonym głosem, po czym wybuchnął śmiechem, dokładnie w chwili, gdy przekraczali drzwi prowadzące co ich sali, przez co wzrok wszystkich zebranych skierował się na nich. Cudownie...
- Hej - mruknął cicho, skłonił się i wyjmując gitarę, podążył do swojego ulubionego miejsca - najbardziej zacienionego kąta całej sali, z którego mało kto mógł go zobaczyć.
Rozsiadł się wygodnie na skórzanej kanapie i, w oczekiwaniu na jakiekolwiek atrakcje (na przykład alkohol), zaczął wygrywać na instrumencie niezbyt skomplikowane melodie.
*Uruha*
Odprowadził go wzrokiem, a gdy usiadł, zwrócił się do Aoiego z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Znasz go? - zapytał, opierając brodę na dłoni.
- A ty nie? Przecież to Karyu z...
- Nie o to mi chodzi - Uruha pokręcił głową, aż kosmyk włosów wysunął mu się zza ucha. Poprawił go, odgarniając przy okazji włosy na plecy i odsłaniając szyję, którą bezwiednie pogładził, patrząc gdzieś w dal.
- Wiem, kim jest. Pytam, czy go z n a s z.
- Aaaa... - Aoi zerknął w jego stronę. Nie wyglądał jak najmilszy człowiek świata, ale każdy może mieć gorszy dzień, prawda? Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, w ich okolicy pojawiła się kelnerka niosąca taką ilość kufli z piwem, że dziwił się, jakim cudem nie złamała się pod ich ciężarem.
Uruha skrzywił się na ten widok. No tak, typowo męskie spotkanie i obowiązkowo piwo na początek. Z mocnym postanowieniem zamówienia niedługo jednego ze swoich ulubionych, zabójczo słodkich drinków, przyjął od dziewczyny dwa kufle i uśmiechając się tajemniczo do przyjaciela, ruszył w stronę siedzącego na uboczu Karyu.
Bez słowa postawił przed nim oba naczynia i nie pytając o pozwolenie, zajął miejsce obok, zachowując jednak uprzejmy dystans.
- Fajny sprzęt - zagadnął, wskazując brodą na gitarę i przysuwając jeden z kufli bliżej rudzielca. - To dla ciebie.
*Karyu*
Mimo tego, że usiadł w cieniu, wszyscy wciąż zwracali na niego uwagę.
No tak, ten ponury Karyu jak zwykle zaszywa się gdzieś w odosobnieniu... Przewrócił oczami i oparł nogi o niski stolik, starając się zignorować pomruki dezaprobaty.
Nosz, do cholery, był gitarzystą rockowego zespołu a nie panienką do towarzystwa! Prychnął i odłożył instrument, chcąc zapalić - nikotyna zawsze koiła jego nerwy i pozwalała przetrwać na irytujących spotkaniach, na przykład takich jak ten.
Pochylił się, przykładając papieros do ognia, i na dźwięk głosu, który pojawił się znikąd, prawie upuścił zapalniczkę.
- Cholera! - syknął, w ostatniej chwili łapiąc sprzęt. Skonfundowany obejrzał się w stronę źródła dźwięku, którym okazał się być... Uruha? Czego on od niego chciał?
- A... Dzięki - mruknął po dłuższej chwili, gdy dotarł do niego sens słów blondyna - Słyszałem, że zapomniałeś swojej... Chcesz? - zapytał, postanawiając się jakoś odwdzięczyć za cudowny dar w postaci kufla piwa.
*Uruha*
Kiwnął głową w milczeniu i przyjął od niego gitarę, wciąż jednak obserwując go spod kurtyny włosów. Z twarzy nie schodził mu delikatny uśmiech, gdy wydobył z instrumentu kilka dźwięków melodii, która od jakiegoś czasu chodziła mu po głowie, ale ciągle zapominał jej zapisać lub chociaż dokończyć.
- Wiesz, że tym swoim chowaniem się w cieniu i niezwracaniem na siebie uwagi osiągasz dokładnie przeciwny skutek? - mruknął, przerywając brzdąkanie i upił łyk piwa, zerkając znad kufla na drugiego gitarzystę.
*Karyu*
Zapatrzył się w ciemny sufit, słuchając melodii wygrywanej przez drugiego mężczyznę. Nie znał jej. Czyżby sam ją wymyślił?
- Nawet mi nie przypominaj - westchnął, przecierając palcami oczy - Na szczęście gdy już się upiją, szczęśliwie o mnie zapominają - uśmiechnął się pod nosem i także pociągnął łyk swojego alkoholu - Co grałeś przed chwilą? - zagadnął, odstawiając kufel na stolik.
*Uruha*
Speszył się i wbił wzrok w stolik. Zawsze czuł się głupio, kiedy ktoś pytał o jego utwory, mimo, że zajmował się tym już tak długo.
- Niedawno wpadło mi to do głowy - mruknął, a jego palce przesunęły się po gryfie i znów zaczął grać, tym razem dużo ciszej. - Nie mogę się zebrać, żeby to skończyć i teraz mnie męczy - powiedział, nie przerywając gry. Robił to niemal machinalnie, przymykajac oczy i wsłuchując się we własną kompozycję jakby miał nadzieję, że wchłonie natchnienie razem z alkoholem.
*Karyu*
Pokiwał głową, unosząc brwi. Dobrze znał to uczucie, gdy melodia nie chce wyjść mu z głowy i aż prosi się o skomponowanie reszty.
- To może skończ teraz? - zapytał - Idealne warunki - mruknął, rozglądając się sceptycznie po pomieszczeniu - Pijacka impreza gitarzystów... Nic tak nie sprzyja komponowaniu... - parsknął śmiechem.
*Uruha*
Z rozbawieniem spojrzał na swoje poprzednie miejsce.
Miyavi, gestykulując żywo, prawie właził na stół, a pozostali muzycy podtrzymywali go ze wszystkich stron, żeby mebel się nie wywrócił. Taka dusza towarzystwa nie potrzebowała nawet żadnych "wspomagaczy", żeby bawić się aż za dobrze i stać się głównym obiektem zainteresowania, co jemu i Karyu było akurat na rękę.
- Może najdzie mnie dziś wena - mrugnął do niego, znów podnosząc kufel do ust. Zauważył, że Aoi macha do nich, ale zignorował go- coś w starszym mężczyźnie sprawiało, że nie miał ochoty ruszać się z miejsca i dołączać do reszty.
*Karyu*
Podążył za jego wzrokiem i na jego twarz momentalnie wypłynęło obrzydzenie. Szanował Miyaviego pod wieloma względami, ale... Jak można w takim tempie doprowadzić się do takiego stanu? Spotkanie nawet na dobre się nie zaczęło, a on wlewał w siebie chyba dziesiąte piwo. Westchnął i ponownie spojrzał na blondyna, nie chcąc widzieć cyrku, który odprawiał się na środku sali. Wystarczy, że musiał tego słuchać.
- Możesz skomponować piosenkę i nazwać ją Suicide Circus - mruknął rozbawiony - Co sądzisz o takich spotkaniach? - zapytał, będąc ciekaw, czy tylko on jest do nich tak pesymistycznie nastawiony.
*Uruha*
- Cóż, na pewno widać, że nie są twoją ulubioną formą rozrywki, za to ja je całkiem lubię. Pomijając tę dzicz - parsknął, przewracając oczami. - Zawsze można poznać kogoś nowego... - zawiesił głos, podnosząc kufel do ust. Po chwili uśmiechnął się do Karyu i od niechcenia oblizał wargi, pozbawiając je pianki pozostałej po napoju.
- Nikt nie każe ci robić z siebie zwierzęcia, ale jeśli trochę się rozluźnisz, zrobisz przysługę sam sobie - dodał, wzruszając ramionami. - Poza tym, mam nadzieję, że ten wieczór pozostanie w kategorii Circus, bez Suicide. Wyobrażasz to sobie w gazetach? Dramat!
*Karyu*
Przysunął się nieco bliżej, zaintrygowany nową perspektywą patrzenia na spotkania, które w opinii Karyu były zbyteczne; pojawiał się na nich tylko dlatego, że się tego od niego oczekiwało.
- Poznać kogoś nowego... - powtórzył i pokręcił głową - Niestety, jak już pewnie zauważyłeś, jestem typem nieznośnego introwertyka. Zadaję się tylko z przyjaciółmi z zespołu, no i z Miyavim... - w tym momencie rzucił głośnemu przyjacielowi karcące spojrzenie, widząc, że znowu próbuje wdrapać się na stół - Z resztą osób z branży staram się utrzymywać zawodowe stosunki - wyjaśnił - Więc takie spotkania to dla mnie istna katorga! - westchnął i wypił resztę alkoholu, który zawsze pomagał mu przetrwać tego typu imprezy.
Na jego kolejne słowa mimowolnie parsknął śmiechem, od razu wyobrażając sobie nagłówki pierwszych stron gazet.
- Umarł Miyavi. Gitarzysta spadł ze stołu na spotkaniu muzycznym - zaśmiał się pod nosem - Chociaż... To jest nawet prawdopodobne - dodał po chwili, obserwując, jak mężczyzna, krzycząc coś niezrozumiałego, ponownie chodzi po stole.
*Uruha*
- Mam nadzieję, że nie - westchnął, odkładając w końcu delikatnie gitarę Karyu. - Mówisz, że jesteś nieznośnym introwertykiem, ale nie uciekłeś ode mnie, co więcej, prowadzisz ze mną miłą rozmowę, a twój wzrok nie wyraża śmiertelnej pogardy - na potwierdzenie swoich słów spojrzał prosto w jego oczy.
Zaskoczył go fakt, jak ładne były to oczy. Jego źrenice, rozszerzone z powodu panującego w lokalu półmroku, hipnotyzowały.
Uśmiechnął się, odwracając wzrok, zanim kontakt stał się niezręczny.
- Pamiętam, że też kiedyś trzymałem się zasady "stosunków zawodowych". Wiesz, poważny artysta, zawód: muzyk, spotkania tylko w interesach... Ale ten tam - wskazał palcem na Aoiego - to, wbrew pozorom, szalona plotkara i straszna przylepa. Uwielbia ludzi prawie tak, jak Miyavi. Przyjaźnimy się i siłą rzeczy wciągnął mnie w ten towarzyski młyn.
*Karyu*
- Może potrafię nie okazywać owej śmiertelnej pogardy? - błysnął zębami w ciemności, po czym profilaktycznie schował gitarę do futerału; był do niej bardzo przywiązany i dbał bardziej niż o samego siebie. Po tym ponownie rozsiadł się na kanapie, wpatrując się bez słowa w Uruhę, który zaś bez słowa wpatrywał się w niego. Karyu jęknął w duchu. Nie mówcie, że on jest jednym z tych, co upijają się jednym piwem...
Na szczęście najwyraźniej drugi gitarzysta nie zaliczał się do tych ludzi, ponieważ po chwili przerwał kontakt wzrokowy, a jego zachowanie, poza tym krótkim incydentem, nie odbiegało od ogólnie przyjętej normy.
- Bycie w jednym zespole jednak dużo zmienia - mruknął po dłuższej chwili ukradkowego przyglądania się Aoiemu - O wiele większy wpływ ma na mnie zespół, który, jak zapewne wiesz, nie jest zbyt wesoły - parsknął śmiechem - Niż Miyavi, z którym spotykam się mniej więcej raz w tygodniu, czasem rzadziej - wzruszył ramionami - Założę się, że gdyby był w naszym zespole...- tu Karyu mimowolnie wzdrygnął się na wizję wokalisty oshare-kei w D'espairsRay - Skończyłbym tak samo marnie jak ty! - zaśmiał się.
*Uruha*
- Wszystko ma swoje plus i minusy - kiwnął głową i wymownie spojrzał na puste kufle. Skrzywił się, wytykając czubek języka, żeby uzewnętrznić swoją niechęć do tego typu trunków. - Nie lubię piwa- wyjaśnił, opierając na chwilę głowę o ścianę za nim.
- Chodź ze mną do baru na coś mniej... prostackiego - zaproponował, rzucając Karyu szybkie spojrzenie przez ramię. Powoli wstał od stołu i oparł się o niego biodrem, ciekawy, czy rudzielec zdecyduje się do niego dołączyć.
*Karyu*
Na wzmiankę o innym alkoholu Karyu automatycznie zaświeciły się oczy. Najwyraźniej tak jak jasnowłosy, wolał coś wykwintniejszego od zwykłego, taniego piwa, którego tutaj inni muzycy zawsze wypijali hektolitry.
Pokiwał głową i wstał, biorąc przy okazji futerał z gitarą. Na tych spotkaniach wolał nie tracić jej z oka nawet na sekundę.
- Co lubisz pić? - zapytał, gdy szli do lady.
*Uruha*
- Margaritę - Uruha skinął głową barmance, siadając na stołku, po czym uśmiechnął się półgębkiem do towarzysza.
- Idę o zakład, że twojej dziewczynie niezbyt podoba się fakt, że zgraja podejrzanych muzyków regularnie wyciąga cię na popijawę... to znaczy "przyjęcie" - poprawił celowe przejęzyczenie, opierając brodę na dłoniach.
*Karyu*
Zamówił sobie mojito, po czym usiadł obok blondyna i westchnął, rozpłaszczając się na blacie. Był taki zmęczony... Nie spał całą noc, oglądając durne horrory z Tsukasą. Wpadnę tylko na pięć minut, co?
Zmęczenie jednak przeszło jak ręką odjął na kolejne słowa Uruhy.
- Mojej... Dziewczynie? - wyjąkał, niezorientowany w temacie. Od kiedy on miał dziewczynę?!
Nagle rozszerzył oczy w szoku. Dobry Boże... Przecież na ostatnim wywiadzie był pijany! Czyżby zmyślił jakieś bajki na temat swojego życia prywatnego?! Cudownie! Karyu, nigdy więcej picia przed czymś takim!
- A tak... - zaśmiał się nerwowo, postanawiając ciągnąć tę farsę - E... W sumie nic nie ma przeciwko. Wiesz, jakie są dziewczyny - mruknął, chociaż sam nie miał bladego pojęcia, jakie są, ponieważ... nigdy żadnej nie miał.
*Uruha*
Uniósł brwi. Nie wiedział, że Karyu ma dziewczynę, strzelał w ciemno. Właściwie miał nadzieję, że jej n i e ma...
- Szczerze mówiąc, nie wiem - westchnął z nutą rezygnacji w głosie. - Mam inne zainteresowania niż dziewczyny - wyjaśnił i przyjrzał się nienachalnie Karyu, ciekaw, czy zrozumie jego aluzję.
*Karyu*
Zmarszczył brwi, patrząc na niego lekko skonfundowany.
- Chodzi ci o to, że nie masz czasu na związki, czy postanowiłeś oddać się karierze zawodowej? - zapytał, upijając łyk mojito, które chwilę przedtem podała kelnerka.
*Uruha*
- Szczerze? - pochylił się nieznacznie w jego stronę, ze świadomością, że nawet odrobina alkoholu niwelowała w jego umyśle opcję "kłamstwo".
- Zwyczajnie nie interesują mnie d z i e w c z y n y- powiedział z naciskiem, po czym wrócił na poprzednią pozycję i podniósł do ust kieliszek, sam ze sobą wznosząc toast za prawdomówność. Raz się żyje, nie? Ciekaw, czy rudzielec skapituluje po takiej informacji, z lekkim uśmiechem obserwował go znad szkła.
*Karyu*
- To tak samo jak... Tsukasa... - powiedział, każde słowo wypowiadając coraz ciszej. W pierwszej chwili chciał powiedzieć, że on też niezbyt przepada za płcią piękną, ale w ostatniej chwili przypomniał sobie o swojej nieistniejącej dziewczynie. Oto, do czego prowadzi picie...
Po chwili wzruszył ramionami - szczerze mówiąc, nie był zbyt zdziwiony tą informacją. Powszechnie wiadomo, że ponad pięćdziesiąt procent wszystkich muzyków z ich kręgów ma nieco odmienne preferencje seksualne, nic więc dziwnego, że Uruha także się do nich zaliczał.
*Uruha*
- W takim razie t w o j a d z i e w c z y n a - Uruha odchrząknął znacząco, posyłając mu krótkie spojrzenie spod uniesionej brwi - faktycznie nie ma się czego obawiać, wiedząc, że prowadzasz się ze stadkiem pederastów - parsknął w swojego drinka i na chwilę oparł się na łokciach, zasłaniając twarz kurtyną włosów, by Karyu nie zauważył, jak krzywi się z rozczarowaniem.
Szkoda, pomyślał. Właściwie niczego nie oczekiwał, ale miło było mieć nadzieję, że gitarzysta jest po tej samej stronie tęczy.
*Karyu*
Zagryzł nerwowo wargę, wyczuwając, że Uruha domyśla się prawdy. Westchnął i schował twarz w dłoniach, ledwo zauważalnie kiwając głową.
- Fakt, że mężczyzna jest homoseksualny, nie oznacza od razu, że podoba mu się każdy przedstawiciel płci męskiej - mruknął, marszcząc lekko brwi, po czym posłał gitarzyście krótkie spojrzenie spomiędzy palców - Co jak co, ale ty powinieneś coś o tym wiedzieć.
*Uruha*
Cmoknął cicho, z rozbawieniem patrząc, jak Karyu wręcz skręca od środka. - Oczywiście, że nie - przewrócił oczami. - Ale zabawne, że akurat ty o tym mówisz - dodał i natychmiast odwrócił wzrok, udając, że przygląda się stojącym za barem butelkom. Gestem poprosił barmankę o kolejnego drinka, podsuwając w jej stronę pusty kieliszek i uciszając wszelkie racjonalne myśli. Cóż, noc jeszcze młoda, a on dopiero się rozkręcał.
*Karyu*
- Akurat ja? - przekrzywił głowę i spojrzał na blondyna skonfundowany - To chyba raczej normalne podejście, nie uważasz? Każdy powinien zdawać sobie z tego sprawę - mruknął - Wtedy świat byłby lepszy - uśmiechnął się pod nosem.
Wbił wzrok w szklankę z alkoholem. Do czego prowadził ten wieczór?
*Uruha*
Zachichotał, znów przenosząc wzrok na towarzysza i przez głowę przemknęło mu, że świat byłby lepszy, gdyby czasami można było czytać w myślach innych osób.
- Masz rację - pokiwał głową, nie przestając się uśmiechać. - Skoro już chcemy zbawiać świat, to czy nie uważasz, że międzyludzka szczerość mogłaby mieć w tym swój udział?
Przyjął od barmanki nowego drinka i w zadumie przesuwał powoli palcem po nóżce kieliszka, uważnie dobierając słowa.
- Nie ma nic piękniejszego, niż szczerość. Nie uważasz, że ci, którzy potrafią się na nią zdobyć, sami również na nią zasługują?
*Karyu*
Automatycznie spiął się na jego słowa, ściskając mocno alkohol w dłoniach.
- Szczerość? - mruknął - Lepiej czasem... Pewne rzeczy pominąć. Każdy ma swoje tajemnice - uśmiechnął się pod nosem, starając się zignorować fakt, że Uruha właśnie powiedział mu, że zorientował się w jego żałosnym kłamstwie.
*Uruha*
Westchnął i oparł oba łokcie na blacie, spoglądając przez ramię na grupkę znajomych. Odgarnął włosy za ucho, żeby lepiej widzieć i udał, że jest kompletnie pochłonięty rozgrywającą się przy stoliku sceną, chociaż w rzeczywistości jego myśli zajmował Karyu. Doprawdy, ten człowiek wcale nie musiał trzymać przed nim sekretów, nawet bez tego był wystarczająco tajemniczy.
Uruha lubił tajemnice same w sobie, ale ponad wszystko wolał ich rozwiązywanie. Co chwilę zerkał krótko na towarzysza, a w jego głowie uparcie tłukło się pytanie: Jak go rozgryźć?
*Karyu*
Widząc, że jego towarzysz nie ma w planach odezwania się, sam także milczał, po części z braku innych tematów. Przez dłuższy czas siedzieli w ciszy; Uruha przyglądał się muzykom, a Karyu wlepiał puste spojrzenie w blat, próbując znaleźć na jego chropowatej powierzchni jakieś kształty.
I dlatego właśnie był introwertykiem! Podczas każde jego rozmowy z kimkolwiek spoza ludzi, których znał i w jakiś sposób lubił, nadchodził taki moment, w którym obie strony przestawały się odzywać, a cisza przedłużała się z każdą sekundą, przez co czuł się Karyu coraz bardziej niekomfortowo, a w finale po prostu odchodził, mając nadzieję, że jego rozmówca szybko o nim zapomni.
Tak też było i tym razem - westchnął cicho, zeskoczył z krzesła i zapłacił za alkohol, posyłając blondynowi krótkie spojrzenie.
- Dzięki za piwo - rzucił i nie oglądając się za siebie, wrócił do swojego kąta. A może by tak... Pójść w cholerę?
Gitarzysta rozejrzał się wokół i skrzywił się delikatnie, widząc, że już żadnej większej atrakcji niż chwilowej atencji Uruhy tego wieczora nie uświadczy. Z drugiej strony... Nawet on miał pojęcie o czymś takim jak kultura, która akurat w tym przypadku nakazywała, by nie opuszczać wydarzenia przedwcześnie (na pewno nie przed dziesiątym piwem!); dodatkowo obawiał się nieco o swojego kolorowego przyjaciela, który już nieraz dowiódł, że nie ma dla niego rzeczy niemożliwych, gdy znajduje się w stanie upojenia alkoholowego, przez co Karyu ciągle musiał go ratować.
Westchnął i opadł bezsilnie na kanapę. Może poczeka tą godzinę i zaciągnie Miyaviego do wyjścia...? Cóż, to też było jakieś rozwiązanie.
*Uruha*
Powiódł wzrokiem za oddalającym się mężczyzną i syknął z niezadowoleniem. Wystarczyła chwila, i już ucieka... Wstał ze stołka i skierował się w stronę głównego stolika.
Momentalnie otoczył go gwar rozmów, ale nie zadał sobie trudu, żeby wsłuchać się w którąś z nich. Wziął dwa dodatkowe krzesła i przysunął je do stołu, po czym zajął jedno z nich i delikatnie kopnął siedzącego naprzeciwko Aoiego. Nachylił się do niego ponad szklankami i popielniczkami i wyszeptał kilka słów do jego ucha.
Aoi zamrugał kilka razy i zwrócił się do Miyaviego, tak, jak polecił mu Uruha. Gitarzysta spoglądał przez chwilę na dwójkę przyjaciół, po czym wzruszył ramionami i, przeciskając się między blatem, a kolanami towarzyszy, opuścił swoje miejsce by już po chwili stanąć przed ukrytym w kącie Karyu.
- Chodź - nakazał, nie pytając go o zdanie i wyciągnął w jego stronę dłoń, uśmiechając się radośnie. - Nie możesz wiecznie się izolować - zmarszczył groźnie brwi, ale zaraz na nowo się rozpromienił. - Uruha specjalnie zrobił ci miejsce. Będzie dobrze, z o b a c z y s z.
*Karyu*
Nie mając nic lepszego do roboty, zrobił to, co uczyniłby chyba każdy na jego miejscu - zadzwonił do Tsukasy, chcąc dowiedzieć się, co on właściwie powiedział na tamtym wywiadzie. Z szybko bijącym sercem wybrał numer perkusisty, zastanawiając się, co robi teraz muzyk, i czy będzie w stanie odebrać.
- ...Karyu? - dobiegł go zaspany głos po drugiej stronie słuchawki.
Skonsternowany gitarzysta spojrzał na wyświetlacz telefonu. Było dopiero po dwudziestej...
- Obudziłem cię? - zapytał z rozbawieniem; na dźwięk głosu przyjaciela od razu poprawił mu się humor.
- Nie, wcale - odpowiedział Tsukasa sarkastycznie, po czym westchnął. Karyu widział oczyma wyobraźni, jak mężczyzna przeciera z rezygnacją oczy - O co chodzi? Nie miałeś być na tym spotkaniu?
- Jestem na nim - mruknął - Ale nie chodzi o to. Pamiętasz nasz ostatni wywiad dla Shoxx?
- ...to było tydzień temu, Karyu. Raczej pamiętam - burknął jego rozmówca - Czemu pytasz?
- W takim razie... Co ja mówiłem o tej dziewczynie? - jęknął żałośnie.
W słuchawce na dłuższą chwilę nastała cisza; gitarzysta słyszał tylko coraz głębsze oddechy przyjaciela, który najwyraźniej próbował się uspokoić.
- Karyu... Jakiej dziewczynie?
Teraz to on musiał zamilknąć.
Ale jak to... jaka dziewczyna?
Czyżby cały zespół się upił i nikt nic nie pamiętał?!
- No tej... Mojej... - odparł słabo po jakimś czasie, gdy w końcu przypomniał sobie, jak się mówi.
- Ty masz dziewczynę?!
- ...właśnie nie wiem!
- Karyu... nie mam czasu na twoje urojenia. Porozmawiamy jak wytrzeźwiejesz - rzucił perkusista i perfidnie się rozłączył, zostawiając rudzielca z jeszcze większym mętlikiem w głowie niż wcześniej.
Zrezygnowany schował telefon do kieszeni i w tym samym momencie kątem oka zobaczył, jak pewna kolorowa czupryna staje obok niego, po czym brutalnie łapie go za rękę i ciągnie w tylko jemu znane miejsce. Czyżby znowu bał się sam iść do toalety...? Gitarzysta ziewnął i posłusznie szedł za nim, nie przywiązując zbyt wielkiej wagi do słów wypowiadanych przez Miyaviego; myślami wciąż był w rozmowie z Tsukasą.
Odzyskał przytomność umysłu, gdy ktoś brutalnie usadził go na twardym krześle. Skrzywił się i rozejrzał się wokół, a z każdym spojrzeniem jego serce biło coraz mocniej. Dlaczego... Dlaczego on?!
Już chciał wstać, wymyślając jakiekolwiek usprawiedliwienie i uciec do domu, ale w ostatniej chwili został powstrzymany przez rozbawionego przyjaciela, który kręcił głową.
- Nawet o tym nie myśl, Karyu! Gramy w butelkę! - wykrzyczał mu do ucha wielce uradowany i nie wiadomo skąd wyczarował puste naczynie po piwie, które po chwili wprawił w ruch - ...Uruha! - Miyavi klasnął w dłonie tak głośno, że rudzielec aż podskoczył - Pytanie czy wyzwanie? - zapytał, rozpłaszczając się na stole.
W co on się znowu dał wciągnąć...
*Uruha*
Uruha z satysfakcją obserwował, jak Miyavi prowadzi w ich stronę nieobecnego myślami Karyu, który wydawał się zauważyć, co się dzieje dopiero wtedy, gdy usiadł.
Blondyn prawie zaksztusił się drinkiem, kiedy rozochocony gitarzysta zakręcił na stole butelką. Perfidnie wskazywała na niego, nie miał się jak wykręcić, siedząc zbyt daleko od reszty towarzystwa.
Opuścił się na krześle i skrzyżował ramiona, podnosząc podbródek w wojowniczym geście. Błysnął zębami w prowokacyjnym uśmiechu, robiąc dobrą minę do złej gry i uniósł brew posławszy Miyaviemu spojrzenie mówiące "zdrajca".
- Pytanie - odparł, odrzucając z twarzy grzywkę ruchem głowy. Postanowił zacząć ostrożnie, bo nie sądził, że gra skończy się na jednej kolejce.
*Karyu*
- Pytanie! - wykrzyknął zawiedziony Miyavi i dla wzmocnienia efektu pociągnął nosem - No dobrze, dobrze... - westchnął smutno i spojrzał przelotnie na Karyu, a jego oczy od razu rozbłysły, jakby wpadł na genialny pomysł - W takim razie! Gdybyś musiał... Pocałować się z kimś z tego spotkania... - uśmiechnięty od ucha do ucha powędrował wzrokiem po wszystkich zebranych wokół muzykach, do których powoli dochodził sens słów gitarzysty - Kto by to był? - wyszczerzył się w stronę blondyna.
*Uruha*
Zerknął przelotnie na rudzielca i wydął wargi, udając, że się zastanawia.
Nie musiał się długo namyślać, bo ta wizja uparcie nie opuszczała go od początku spotkania. Przymknął oczy i westchnął, jakby odpowiedź była dla niego przerażającą ostatecznością, po czym wbił w Miyaviego twarde spojrzenie, drapieżnie mrużąc przy tym oczy.
- Karyu - powiedział pewnie i poruszył się nieznacznie na krześle, gdy poczuł na sobie wzrok sąsiada. Bez słowa pochylił się i zakręcił butelką, uważnie obserwując jej ruch.
Aoi. Wiedząc, że zawsze wybiera wyzwania, od razu rozejrzał się w poszukiwaniu inspiracji i wśród zalegających wokół śmieci dojrzał, o dziwo, nienapoczętą puszkę piwa.
- Shotgun - polecił mu z uśmiechem, rzucając znalezisko w jego stronę. Szatyn skrzywił się, ale wykonał zadanie. Przebił aluminium czymś scyzorykiem i przy akompaniamencie wrzasków "ZE-RUJ! ZE-RUJ!", wypił duszkiem zawartość.
Posłał blondynowi mordercze spojrzenie i zakręcił butelką z taką siłą, że przez chwilę Uruha był pewny, że nigdy się nie zatrzyma, ale w końcu zaczęła zwalniać i jej szyjka wskazała na... Karyu.
- Pytanie czy wyzwanie? - Aoi uśmiechnął się przymilnie, przekrzywiając głowę.
*Karyu*
- Karyu - padło z ust blondyna, tworząc tym samym małe poruszenie wśród gitarzystów. Każdy spoglądał na rudzielca, ciekaw jego reakcji, a on... Chciał zapaść się pod ziemię! Najpierw ta gadka o dziewczynie, teraz to... Miał wielką nadzieję, że tylko na tym się skończy; nie miał zbyt wielkiej ochoty na odtrącenie młodszego muzyka. Robił coś takiego praktycznie przy każdym spotkaniu, i z każdym razem miał coraz bardziej dosyć. W końcu westchnął i odchylił głowę do tyłu. Mógł mieć tylko nadzieję, że Uruha wybrał jego, ponieważ kogoś musiał. Ale z drugiej strony... Co z takim Aoim? Albo chociażby Miyavim? Ich blondyn na pewno znał lepiej... Przełknął ślinę, ledwo rejestrując fakt, że Aoi właśnie wypił duszkiem całą puszkę piwa; unikając wzroku blondyna, spojrzał na butelkę, zastanawiając się, na kogo padnie teraz, i...
Ta cholera musiała być zepsuta! Musiała! Nie było innego wytłumaczenia na fakt, że kawałek szkła oscylował tylko pomiędzy ich trójką, jakby oprócz nich nie było na sali innych ludzi!
Karyu jęknął w duchu, zastanawiając się, jakie ma opcje. Pytanie... Z pewnością zostałby zapytany o coś związanego z jego orientacją, wszyscy tutaj uwielbiali takie klimaty (co można zaobserwować po chociażby Miyavim), a jakoś nie chciał się przed wszystkimi uzewnętrzniać. Z drugiej strony wyzwanie też nie było zbyt bezpieczne; jako że nie znał zbyt dobrze Aoiego, dopuszczał wszelkie możliwości, włącznie z nakazem pocałowania Uruhy (czego absolutnie robić nie chciał!).
W końcu, po dłuższych przemyśleniach, postanowił chronić swoją prywatność i wycedził:
- Wyzwanie.
*Uruha*
Szatyn wziął głęboki wdech i Uruha wiedział, co się teraz stanie.
Widział to w zaciętym spojrzeniu Karyu, w złośliwym uśmieszku Aoiego, słyszał w ciszy, która na moment zapadła przy stoliku. Wszyscy wpatrywali się to w niego, to w Karyu, czekając na to, co się wydarzy. Starał się przekazać mu na migi, żeby go w to nie mieszał, ale przyjaciel uparcie na niego nie patrzył.
- Pocałuj Uruhę - powiedział, a z kilku gardeł wydobył się cichy pomruk świadczący o tym, że nikogo nie zdziwił wybór wyzwania.
- Nie, nie POCAŁUJ! - wtrącił się Miyavi, uderzając dłonią w stół. - Ile ty masz lat, siedem? C a ł u j Uruhę! - zwrócił się do Karyu, a Aoi ochoczo pokiwał głową.
- Czy Uruha się zgadza? - zwrócił się do blondyna, niewinnie trzepocząc rzęsami.
No i co miał zrobić? Przed chwilą wyznał, że mógłby pocałować Karyu, a teraz miałby się wycofać? Nie wspominając o tym, że przyjaciel nie puściłby mu tego płazem. Wzruszył ramionami na znak, że nie ma nic przeciwko.
Nie, żeby nie chciał pomóc Karyu w wykonaniu zadania, ale nie uśmiechało mu się wjeżdżać z buciorami w jego osobistą sferę. Szczególnie, że widział tę niechęć w jego spojrzeniu, która małą, irytującą igiełką kłuła go gdzieś w środku.
Cóż, jeśli zamknie oczy, będzie całkiem łatwo o tym zapomnieć...
*Karyu*
Jak zwykle sprawdziły się jego najgorsze przypuszczenia! Po co on właściwie zostawał gitarzystą, skoro najwyraźniej równie dobrze odnalazłby się jako przepowiadacz kataklizmów...?
Posłał Miyaviemu lodowate spojrzenie. Że też musiał utrudnić mu i tak już ciężkie zadanie... Westchnął i odgarnął włosy z twarzy, spoglądając na blondyna. Raz się żyje...
- Zapłacisz mi za to - mruknął jadowicie do Aoiego i ku ogólnej wesołości, delikatnie złapał Uruhę za głowę i przyciągnął bliżej, przymykając oczy. A potem złączył ich wargi w pocałunku.
Zamruczał cicho i językiem rozchylił usta blondyna, chcąc urozmaicić sobie (i młodszemu gitarzyście) doznania płynące z chwilowego zbliżenia. Ssał, całował i gryzł jego wargi, które wciąż smakowały Margaritą. Uśmiechnął się, czując, że chłopak odwzajemnia pocałunki w miarę możliwości. Już chciał sięgnąć po więcej, pogłębiając pieszczotę jeszcze bardziej, gdy poczuł, jak ktoś klepie go po ramieniu.
- Karyu, zaraz biedaka zacałujesz na śmierć! - dobiegło go gdzieś z oddali.
Ach. Faktycznie. Oderwał się od Uruhy z przepraszającym uśmiechem, po czym starł strużkę śliny, która wisiała między ich wargami.
- Zadanie zaliczone? - zapytał Aoiego, dumnie patrząc mu w oczy.
- Za... Zaliczone... - wyjąkał gitarzysta i oddał mu butelkę, wciąż patrząc na niego i blondyna, jakby nie mógł uwierzyć w to, co się przed chwilą wydarzyło. Rudzielec zaś, ignorując pomruki muzyków, zakręcił butelką.
- No, Miyavi... - uśmiechnął się wrednie i wyłamał kostki palców - Pytanie czy wyzwanie?
*Uruha*
Nie zdążył nawet pomyśleć o tym, co się dzieje, kiedy Karyu przyciągnął go do siebie i złączył ich wargi w pocałunku i...
Uruha był przekonany, że gdyby świat nagle zaczął walić im się na głowę, nawet by tego nie zauważył. Miał wrażenie, jakby głosy towarzyszy oddaliły się od nich i stały się przytłumione, niewyraźne. Przez chwilę nic wokół nie istniało, nie czuł pod sobą krzesła ani gruntu, tylko Karyu, jego język i usta całujące go z taką pasją... Cała niechęć, którą wcześniej emanował nagle wyparowała i choć Uruha nie wiedział, jak długo to potrwa, skwapliwie wykorzystywał sytuację, odwzajemniając subtelną pieszczotę.
Ledwo powstrzymał się, by nie warknąć ze złością, gdy im przerwano. Odsunęli się od siebie i blondyn, zdezorientowany, rozejrzał się wokół.
Nagle, jakby w ciągu tej chwili zupełnie o tym zapomniał, dotarło do niego gdzie się znajdują i jaką mają widownię. Ukrył rumieniec, podnosząc do ust kieliszek i pociągnął łyk. Zmył z warg smak Karyu, o mały włos nie rozlewając napoju. Jeżeli wcześniej w trakcie tego wieczoru zdarzało mu się pomyśleć o rudzielcu, tak teraz nie było innej rzeczy, na której byłby w stanie się skupić. Gdy tylko jego serce odzyskało normalny rytm, oparł łokcie na stole i lekko przechylił się do przodu, udając, że czeka aż Miyavi wykona swoje wyzwanie, którego nawet nie usłyszał, pochłonięty ukradkowym zerkaniem na sąsiadującego z nim gitarzystę.
*Karyu*
- Wyzwanie! - krzyknął Miyavi, jak zwykle po alkoholu nie dostrzegając żadnych zagrożeń wynikających z jego zachowania; w tym przypadku jego jedynym zagrożeniem (zaraz po zapiciu się na smierć), był rozwścieczony Karyu, który na jego słowa uśmiechnął się szeroko, od razu wiedząc, jakie da mu wyzwanie.
- Zrób nam piękny striptiz - powiedział, patrząc na rurę, która należała do wyposażenia baru - Rozbierany! - dodał, by nie było niedomówień i rozsiadł się wygodniej na krześle, podczas gdy jego rozochocony przyjaciel biegł wykonać zadanie. Może ten wieczór... Nie będzie taki zły? Spojrzał w stronę blondyna w tej samej chwili, w której on spojrzał na niego.
- Podobało się? - zapytał z nikłym uśmiechem na ustach.
*Uruha*
Uruha uśmiechnął się półgębkiem i spuścił wzrok, po czym podniósł głowę i spojrzał na wijącego się wokół rury gitarzystę.
- Podobało - mruknął, obserwując, jak jego koszula przelatuje ponad głowami gapiów. Ktoś gwizdnął przeciągle, na co Miyavi rozochocił się jeszcze bardziej i prawie spadł na ziemię, wykonując jakiś dziwaczny półobrót.
Blondyn parsknął śmiechem i znów zerknął na Karyu.
- Chociaż na miejscu twojej dziewczyny nie byłbym zachwycony - dodał, puszczając mu oczko. Nie mógł się powstrzymać, żeby jeszcze trochę go nie pomęczyć.
Odruchowo uchylił się przed spodniami Miyaviego i rzucił okiem na niepokojącą plątaninę łydek i przedramion, owiniętą wokół rury.
- Może już wystarczy? - znów zwrócił się do Karyu, przekrzywiając głowę. - Zanim uszkodzi siebie... albo kogoś z nas.
*Karyu*
- Wystarczy? - zapytał rozbawiony, obserwując wczuwającego się w muzykę Miyaviego (ktoś włączył z telefonu 'Pierrot' Lycaona, co zresztą tylko dodawało występowi pikanterii) - Jeszcze nie zdjął bielizny - uśmiechnął się wrednie - A jak się przy okazji uszkodzi... Tym lepiej. Może się czegoś dzięki temu nauczy - mruknął, chociaż wiedział, że gitarzysta nigdy nie zmądrzeje.
Odwrócił wzrok z powrotem na Miyaviego i rozszerzył oczy w szoku. Palant ewidentnie zsuwał bokserki. Dobry Boże... Karyu tylko żartował!
- Zadanie wykonane! - krzyknął w ostatniej chwili. Ręce przyjaciela zamarły na gumce od bielizny, a oczy spojrzały na niego pytająco. Miyavi westchnął i posłusznie wrócił na miejsce, zbierając przy okazji swoje rozrzucone zadania.
- Z tobą nigdy nie ma zabawy Karyu - burknął i zakręcił butelką - Mana! - zwrócił się do nieco wyniosłego i jakby nieobecnego duchem gitarzysty Moi Dix Mois - Pytanie czy wyzwanie?
*Uruha*
Spojrzał na niego zmęczonym wzrokiem i nachylił się w jego stronę.
- Mówiłem ci pięć minut temu, że nie mam ocho...
- E tam, nie masz ochoty - przerwał mu, wywracając oczami. - Masz, tylko jeszcze o tym nie wiesz!
Mana westchnął, pocierając oczy. Dobrze się bawił w towarzystwie muzyków, ale wolał normalne rozmowy niż głupawe gierki rodem z gimnazjum. Poza tym trochę przerażał go fakt, do czego był zdolny pijany Miyavi. Czasami przebywanie z człowiekiem-imprezą było naprawdę wyczerpujące.
- Pytanie - odparł, trochę naburmuszony, dla bezpieczeństwa wybierając najprostszą opcję.
*Karyu*
Karyu uśmiechnął się współczująco do starszego muzyka, już sobie wyobrażając, na jak niedorzeczne pytanie będzie musiał odpowiedzieć.
Miyavi zaś wyszczerzył się od ucha do ucha (chociaż wyraźnie oklapł, gdy Mana odrzucił wyzwanie) i praktycznie położył się na stole, chcąc być bliżej mężczyzny.
- Opowiedz o swoich fantazjach! - wykrzyknął wielce z siebie zadowolony, wpatrując się uparcie w ciemne, aktualnie ciskające gromy, oczy gitarzysty.
*Uruha*
Mana nieświadomie przybrał zacięty wyraz twarzy i zdecydowanie postanowił sobie, że za żadne skarby nie powie prawdy.
Mógłby godzinami opowiadać o swoich najbardziej wyszukanych dewiacjach i nie przykładać wagi do opinii innych, ale za nic by się nie przyznał, że jego największa fantazja nie obejmuje żadnych straszliwych zboczeń, a jedynie pewnego mężczyznę... który chyba nie chciał go już znać. Mimowolnie jego myśli zaczęły krążyć wokół niego i na moment zupełnie się wyłączył, zapominając, że musi odpowiedzieć na pytanie.
Otrzeźwiło go dopiero klepnięcie, a właściwie uderzenie w plecy, które sprawiło, że prawie zarył nosem w stół. Rzucił Miyaviemu jeszcze jedno zajbójcze spojrzenie i uśmiechnął się uroczo, wodząc wzrokiem po wszystkich obecnych.
- Kojarzcie Iluminati? - oparł brodę na dłoni i udał rozmarzenie. - Myślicie, że czyj to był pomysł? Wielka, wampiryczna, sadystyczno masochistyczna orgia... Obowiązkowy lateks, łańcuchy i krzyże, bo przecież jestem antychrystem - przewrócił oczami i położył obie dłonie na stole. - Mogę opowiadać dalej, ale wydaje mi się, że to nie na nerwy niektórych tu obecnych - celowo nie patrzył na nikogo prócz Miyaviego, jakby bał się, że ktoś zaprzeczy. Nie czekając na niczyją reakcję, pochylił się i zakręcił butelką, nie dbając o to, na kogo wypadnie tym razem. Oddał Miyaviemu wątpliwą przyjemność wymyślania zadań i pogrążył się w ciszy.
Kolejna kolejna minęła bez zakłóceń, bo z braku pomysłów gitarzysta po prostu kazał Mii całować Miyę, na co oboje przystali z ochotą.
Uruha dopiero teraz zauważył, że Mia od dłuższego czasu siedział na kolanach starszego muzyka i teraz z rozczuleniem przyglądał się ich radosnym pocałunkom.
Blondyn zakręcił butelką i jakimś dziwnym trafem jej szyjka znów wskazała na Karyu. Uruha przeniósł wzrok na niego i, zaciekawiony, przyglądał się jego reakcji na cudowny pomysł Mii.
*Karyu*
Słuchając odpowiedzi Many, zdrowo pociągnął z puszki z piwem, która nie wiadomo kiedy się przed nim znalazła, i od razu tego pożałował. Illuminati... Owszem, znał to, a nawet lubił, ale nie sądził, że to wszystko było pomysłem gitarzysty. W związku z tym zakrztusił się alkoholem i zaczął cicho kasłać, dzięki czemu zarobił rozbawione spojrzenia wszystkich muzyków. No tak, zabawne, człowiek tu się dusi a oni się śmieją...
- Karyu! - rozległo się kilka minut później. Gitarzysta, z każdą chwilą pokasłując coraz mniej, skierował załzawione oczy ku Mii.
Ach, czyli znowu padło na niego...?
- Wyzwanie - wycharczał i odchrząknął kilka razy. Cholerne fantazje Many...
- Przestań tak kasłać, bo zaraz sobie wyplujesz płuca - rzucił Kaoru, uśmiechając się lekko pod nosem, na co rudzielec westchnął i przeniósł wzrok na Mię, który konsultował z Miyavim zadanie.
- Zadzwoń do... Miyavi, o kim ty mówiłeś? - zmarszczył brwi i zbliżył się do pijanego gitarzysty - ...a, tak... - zwrócił się z powrotem do Karyu - Do Hizumiego. I powiedz mu, że Zero go...
- KOCHA! - wydarł się Miyavi i zaniósł się śmiechem, co blondyn skwitował jedynie westchnięciem.
- Miało być, że lubi, ale no niech już będzie... A, i oczywiście na głośniku - uśmiechnął się wrednie.
W Karyu zaś coś się zapadło. Spojrzał na zegar; nie było jeszcze jakoś specjalnie późno, ale dobrze wiedział, czym się kończy dzwonienie do wokalisty po zmroku. Przełknął ślinę i mimo wszystko wyciągnął telefon, wybierając odpowiedni numer.
- ...kurwa, Karyu. Oby to było coś ważnego, w przeciwnym razie rozpierdolę ci mordę o chodnik - rozległo się w sali kilka chwil później. Muzycy spojrzeli po sobie z rozbawieniem; tylko rudzielcowi nie było do śmiechu. Oni nie musieli znosić Hizumiego na co dzień...
- Taa, dobry wieczór... - mruknął - Jest może z tobą Zero?
- Nie...? A na co ci on?
- A, bo widzisz... Gadałem z nim ostatnio i powiedział mi, że... No, wiesz... - zaśmiał się nerwowo.
- Nie kurwa, nie wiem. Że jest w ciąży? - zapytał sarkastycznie wokalista - Jak tak, to mu przekaż, że nie dam mu urlopu.
- Nie, zresztą... Jakiej ciąży? - Karyu zmarszczył brwi - Chodzi bardziej o to że... E... Zero cię... lubi? - powiedział cicho, z mocno walącym sercem. W co on się do cholery pakował...
- ...zabawne. Założę się, że wszyscy mnie teraz doskonale słyszą, więc... Jebcie się na ryj - odparł Hizumi i rozłączył się, nie omieszkując rzecz jasna obiecać gitarzyście, że na następnej próbie będzie miał ''mocno przejebane''.
Karyu westchnął, przejechał ręką po twarzy i sięgnął po butelkę, którą Miyavi zabrał mu sprzed nosa w ostatniej chwili.
- Nie wykonałeś do końca zadania! - powiedział i pogroził mu palcem - Miałeś powiedzieć, że kocha, a nie tylko... lubi - prychnął i spojrzał na niego taksującym wzrokiem, na dłuższą chwilę zatrzymując wzrok na obcisłej koszulce - Co prawda nie wymyśliliśmy kar za niewywiązanie się z wyzwania, ale uznajmy, że... Po prostu zdejmiesz koszulkę - wyszczerzył się, na co Karyu westchnął jeszcze mocniej i posłusznie pozbył się górnej części swojego stroju. Jego kolorowy przyjaciel na ten widok jakby nieco się zarumienił, po czym podał mu butelkę.
- ...to już przestaje być śmieszne - mruknął rudzielec po chwili, gdy padło na Uruhę - Pytanie czy wyzwanie?
*Uruha*
Gdy dłonie Karyu powędrowały w stronę jego koszulki, Uruha prawie rozdziawił usta ze zdziwienia. On naprawdę zamierza tu...
..oh. Po chwili wgapiał się w jego nagą pierś jak cielę w malowane wrota i miał niepokojące wrażenie, że jakiś dowcipniś podkręcił temperaturę w lokalu o kilka stopni. Przełknął głośno ślinę, wciąż nie móc oderwać od niego wzroku. Z ledwością zmusił się, by spojrzeć mu w oczy, gdy stanął przed nim wybór.
- Pytanie - powiedział powoli pierwszą rzecz, która przyszła mu na myśl.
*Karyu*
Spojrzał w sufit i zmrużył oczy, zastanawiając się, jakie dać mu pytanie. Nie może być zbyt nudne, ale jakieś naruszające jego prywatność w mocnym stopniu też by nie przeszło...
- Opisz swój typ faceta - mruknął w końcu, po części ciekaw jego odpowiedzi - Wygląd albo charakter, obojętnie.
*Uruha*
- Nie żebym miał konkretny typ, ale... - Uruha spuścił wzrok na swoje kolana i zaczął bawić się włosami, jakby liczył, że to pomoże mu się skupić.
- Cóż, podobają mi się jasne włosy... odznaczające się jabłko adama wygląda całkiem seksownie i... lubię w miarę wysokich i szczupłych, a co do charakteru... byłoby super, jakbyśmy mieli wspólne hobby czy coś w tym rodzaju i... - dukał, aż w końcu spojrzał na Karyu i zorientował się, że właśnie go opisał. Wziął głęboki wdech i postanowił postawić wszystko na jedną kartę.
- I przede wszystkim, powinien być bez koszulki - dokończył, mrugając figlarnie do gitarzysty, po czym wybuchnął śmiechem, mając nadzieję, że dzięki temu obróci wszystko w żart.
- Jeśli gramy dalej, to musicie chwilę poczekać, bo idę do kibla - dodał, wstając i oddalił się, czując na sobie wzrok towarzyszy.
*Karyu*
Z każdym jego słowem Karyu coraz szybciej oddychał, a gdy blondyn doszedł do części o koszulce, a raczej jej braku, gitarzysta całkowicie wstrzymał oddech. Wszyscy spojrzeli na niego, dobrze wiedząc, że mimo wymuszonego śmiechu pod koniec wypowiedzi, to nie był żart. Rzecz jasna nikt nie miał z tym kłopotów; takie spotkania odznaczały się między innymi przygodą na jedną noc i tym podobnymi. Muzycy byli raczej... ciekawi reakcji rudzielca.
On za to, unikając ich wzroku, wstał i cichym krokiem podążył za Uruhą; początkowo nawet tego nie planował, ale po prostu w pewnej chwili poczuł impuls, który kazał mu to zrobić. Może to alkohol zaczął w końcu działać...?
Szedł niezauważony za mężczyzną, aż w końcu dotarli do łazienki. Blondyn otworzył drzwi dosyć szeroko, dzięki czemu Karyu też jakoś się wśliznął i natychmiast przygwoździł go do ściany, ku zaskoczeniu, jak się wydawało, obu stron.
Uśmiechnął się do niego figlarnie, po czym pogłaskał go wierzchem dłoni po policzku.
- Czyżbym spełniał twoje oczekiwania? - mruknął i na dłuższą chwilę spojrzał mu w oczy. Rozciągnął usta w jeszcze szerszym uśmiechu i pochylił się, by delikatnie pocałować niższego gitarzystę w usta. Po kilku sekundach się odsunął i stanął w drzwiach.
- Pospiesz się - powiedział na pożegnanie i, nie oglądając się za siebie, wrócił do stolika.
*Uruha*
Stał przez chwilę oparty o ścianę, oddychając płytko. Czuł w żołądku cały rój rozszalałych motyli i nie mógł uwierzyć w to, co się właśnie stało. Bezwiednie podniósł dłoń do twarzy i lekko dotknął wciąż rozchylonych warg, jakby spodziewał się, że Karyu odcisnął na nich swoje piętno.
Miał ochotę krzyczeć z radości. Wcale nie potrzebował pójść do toalety, chciał tylko ochłonąć, ale gitarzysta skutecznie mu to uniemożliwił... na co Uruha nie miał najmniejszego zamiaru narzekać.
Opłukał tylko dłonie pod chłodną wodą i mokrymi palcami dotknął rozpalonego karku, by się ochłodzić. Zaciskając szczęki, by nie wyjść z łazienki z ogromnym uśmiechem na twarzy, opuścił pomieszczenie i szybkim krokiem ruszył do stolika.
- Mam nadzieję, że nic mnie nie ominęło - powiedział od niechcenia. Nie macie pojęcia, ile ominęło was, pomyślał, spoglądając pobieżnie po twarzach znajomych.
- Gramy dalej, czy wymiękacie?
*Karyu*
- Karyu, co tak szybko? - jęknął Miyavi na jego widok. Skonfundowany gitarzysta zajął swoje miejsce i sięgnął po piwo.
- Ciebie też miło widzieć - mruknął i rozejrzał się po muzykach. No tak, teraz Uruha miał kręcić...
- Seks zajmuje ci mniej niż dwie minuty? - dopytywał się mężczyzna, na co Karyu ponownie zakrztusił się alkoholem.
- Jasna cholera, Miyavi... W przeciwieństwie do ciebie mam trochę taktu i nie pieprzę wszystkich jak leci... - westchnął i rozsiadł się wygodniej, ignorując dziwne milczenie przyjaciela.
Gdy blondyn wrócił, Karyu podał mu butelkę i ziewnął, powoli planując powrót do domu. Wyciągnął telefon z kieszeni i kątem oka zauważył, jak Miyavi zbliża się niebezpiecznie blisko do Uruhy.
- I co, Karyu ma dużego? - zapytał z przejęciem, nic sobie nie robiąc z reakcji rudzielca, który w tamtym momencie miał wielką ochotę go zabić. Ten idiota nie miał umiaru!
*Uruha*
- Nawet sobie nie wyobrażasz - westchnął i żartobliwie pstryknął wścibskiego muzyka w nos. - Na pewno nie próbuj z nim konkurować - dodał lekko kpiącym tonem, po czym zakręcił butelką. Zatrzymała się, wskazując na Aoiego i szatyn wybrał wyzwanie, Uruha wskazał palcem na Miyaviego.
- Wiesz, co robić - powiedział władczo, rozsiadając wygodniej na krześle.
- Ale my jesteśmy przyjaci...- reszta jego protestu utonęła w ustach gitarzysty, który nie czekając na jego inicjatywę, ochoczo przyssał mu się do twarzy.
- Przynajmniej się czymś zajmie - mruknął do Karu, uśmiechając się kokieteryjnie.
*Karyu*
- Ja już dziś nie piję... - jęknął na słowa Uruhy. Bał się, że przy kolejnym łyku znów się zakrztusi i tym razem nie będzie miał tyle szczęścia, więc dał swój alkohol pierwszemu lepszemu muzykowi.
Widząc, że Miyavi w końcu ma zajęte usta czymś innym niż bezsensowne paplanie, szybko założył koszulkę, porwał gitarę i wstał, kiwając głową na blondyna.
- Zmywamy się? Drugiej szansy nie będzie - mruknął, uśmiechając się pod nosem.
*Uruha*
- Jeszcze pytasz? - Uruha starał się, by w jego głosie nie dało się usłyszeć żalu powodowanego faktem, że towarzysz jednak się ubrał. Najszybciej i najciszej jak potrafił, zsunął się z krzesła i wyszedł z baru za Karyu.
- I co...- zagaił, gdy poczuli na twarzach podmuch świeżego powietrza. - Było aż tak strasznie? - uśmiechnął się nieśmiało, z iskierką nadziei, że jego osoba miała swój udział w uczynieniu tego wieczoru przynajmniej znośnym.
*Karyu*
- Pod niektórymi względami... - skrzywił się, myśląc o wygadanym Miyavim i problemach, jakie jak zwykle musiał sprawić - Ale poza tym było nawet w porządku - uśmiechnął się lekko i zarzucił na siebie kurtkę; a raczej chciał, ponieważ przerwał w połowie, gdy spojrzał na Uruhę, który powoli zaczynał marznąć w samej koszuli.
- Nie jest ci zimno? - zapytał, zarzucając na niego nakrycie. Jemu i tak było wszystko jedno; postój taksówek był tuż obok, dodatkowo lubił chłód.
*Uruha*
- Dziękuję - powiedział z wdzięcznością, opatulając się ciaśniej kurtką, przy okazji wdychając zapach Karyu, którym była przesiąknięta. - Powinienem o tym pomyśleć, ale cóż... to cud, że w ogóle wyszedłem dziś z domu - mruknął, przypominając sobie dramat, który przeżył, przetrząsając mieszkanie w poszukiwaniu ubrań i kosmetyków.
Zaczęli iść w kierunku taksówek i gdy tylko zauważył, jak długi jest krok rudzielca, Uruha zwolnił, narzucając spokojniejsze tempo, by jak najbardziej przedłużyć wspólną chwilę.
*Karyu*
- Małe kłopoty, hm? - mruknął i parsknął śmiechem - Skąd ja to znam... - westchnął i przeciągnął się, przymykając na chwilę oczy. Gdy otworzył je z powrotem, ze zdziwieniem stwierdził, że Uruha wyraźnie zwolnił kroku. Był aż tak zmęczony...?
- Gdzie mieszkasz? - zapytał po chwili.
*Uruha*
- W Shinjuku, będę miał tani przejazd - uśmiechnął się blado, nieobecnym wzrokiem wpatrując się w majaczące na końcu ulicy taksówki. Cholera, dałby sobie rękę uciąć, że ten postój był gdzieś dalej...
- A ty? - zapytał cicho, przygotowując się mentalnie na cios, w przypadku, gdyby gitarzysta mieszkał pół miasta od niego.
Dlaczego tak bardzo mi zależy na tym, żeby było inaczej?, zastanowił się, ale pozostawił sobie to pytanie na inną okazję.
*Karyu*
- To nie tak źle, ja w Ikebukuro... - westchnął. Lubił tą dzielnicę, zawsze się w niej coś działo; czasem jednak zbyt wiele... - Co prawda mam piętnaście minut do domu ze stacji, więc w sumie mamy do siebie dosyć blisko - wzruszył ramionami i uśmiechnął się pod nosem. Widząc podjeżdżającą taksówkę, pod wpływem chwili pocałował delikatnie gitarzystę, po czym wręczył kierowcy plik banknotów.
- Proszę go bezpiecznie zawieźć tam, gdzie chce - mruknął i skinął blondynowi - Dobranoc - uśmiechnął się.
*Uruha*
Zamarł na chwilę pod wpływem niespodziewanego pocałunku i nawet nie zauważył, że zapłacił za niego taksówkarzowi.
- Karyu...- zaczął, ale głos uwiązł mu w nagle ściśniętym gardle. Zsunął z ramion kurtkę i podając mu ją, lekko musnął jego dłoń.
- Do zobaczenia - wydusił w końcu. Z tylu rzeczy, które chciałby mu powiedzieć, zdołał sformuować tylko to banalne zdanie... Wsiadł szybko do samochodu, wiedząc, że gdyby został przy nim jeszcze chwilę, z pewnością zrobiłby coś głupiego.
Podał kierowcy adres i kiedy zorientował się, że przejazd został z góry opłacony, pokręcił z niedowierzaniem głową. Miał tylko nadzieję, że Karyu jeszcze da mu szansę jakoś się odwdzięczyć.
*Karyu*
Pomachał mu bez słowa i wsiadł do kolejnej nadjeżdżającej taksówki.
- Na stację Ikebukuro - rzucił, mając ochotę na spacer w minusowej temperaturze, i westchnął przeciągle, z okna obserwując nocne Tokio. Co on do cholery właśnie zrobił?